Paweł-Apostoł Chrystusa - recenzja filmu

Paweł Apostoł Chrystusa to film, który śmiało mogę nazwać jednym z ważniejszych filmów chrześcijańskich 2018 roku. Jego reżyserem i scenarzystą został Andrew Hyatt, natomiast w rolę Pawła wcielił się James Faulkner, a Łukasza zagrał James Caviezel, którego możemy znać z filmu Pasja Mela Gilsona. Andrew Hyatt pokazał Pawła, Łukasza i innych chrześcijan z Rzymu lat 60-tych I wieku po Chrystusie jako zwyczajnych ludzi przeżywających swój ból, cierpienie, niedolę i materialne ubóstwo. Pokazał ich jako wątpiących, zagubionych, pytających swojego Apostoła o drogę i wskazówki.

Paweł w tym filmie nie jest przedstawiany jako wysłannik tajemniczy, surowy, trzymający dyscyplinę wśród Koryntian. Nie jest też pozłacaną ikoną z pięknej katolickiej, prawosławnej czy protestanckiej świątyni. Jest człowiekiem, mężczyzną. Śmieje się z Łukaszem z głupich żartów, wspomina, prześladują go wyrzuty sumienia i wizje, które - jak się okazuje - nie są wizjami do końca złowrogimi. Takim właśnie widzę Pawła.



Z jednej strony, był on żydowskim intelektualistą. Znał Prawo i proroków, kształcił się w Jerozolimie, w szkole "u Gamaliela zdobył staranne wykształcenie w ojczystym Prawie" (Dz 22, 3). Znał grekę, prawdopodobne, że znał nawet literaturę i mitologię Greków. Był też - powiedzielibyśmy dzisiaj - kimś w rodzaju "robotnika": z tego, co nam wiadomo, zajmował się wyrabianiem namiotów. Pokazuje to, że podczas swoich wypraw misyjnych potrafił, kolokwialnie mówiąc, sam na siebie zarobić. To wszystko może zmierzać do bardzo prostego wniosku: Paweł był człowiekiem z krwi i kości. Niezwykle rozwiniętym intelektualnie, co wspaniale widać w kompozycji jego listów. Zaradnym, co widać w jego podróżach. Wierzącym, znającym Jezusa Chrystusa, co widać w natchnieniu, z jakim pisał i mówił.

Czasem w chrześcijaninie rodzi się jednak pokusa, żeby uczynić z Apostołów i świętych kogoś w rodzaju herosów, którzy nigdy nie musieli "się chlubić ty, co ukazuje [ich] słabość" (2 Kor 11, 30). Ten film powinien nam wszystkim przypominać, że byli to ludzie tacy sami jak my. Oni jednak cierpieli za swoją wiarę w bardzo bezpośredni sposób. Bolały ich straty kolejnych członków wspólnoty, bunty wewnątrz Kościoła oraz prześladowania Żydów za czasów cezara Klaudiusza (które dotykały również braci z Rzymu) i represjonowanie chrześcijan - szczególnie prześladowania inspirowane przez cezara Nerona.

A jednak modlę się za wstawiennictwem tych świętych, którzy też mieli swoje wady i grzechy. W Internecie można napotkać humorystyczne stwierdzenia, że "Piotr niewiele rozumiał, [a] Paweł był narwany". To "świadectwo" ich słabości dodaje jednak autentyczności ich posłuszeństwu i wierze. Czasem tylko dzięki temu możemy poczuć, że nasza XXI-wieczna wiara nie jest wyobcowana i odcięta od reszty rozległej historii chrześcijaństwa. Tylko tak zobaczymy naszych braci, nasze siostry, kapłanów i samych siebie jako spadkobierców pierwszych chrześcijan. Moim zdaniem, ten film może pomóc młodemu księdzu poczuć się adresatem Listów do Tymoteusza i może nam - "szarym parafianom" - pomóc poczuć się adresatami rad zawartych w liście do Rzymian.

Istnieje jeszcze jeden ciekawy, wcale nie narzucający się aspekt tego obrazu. Po cichu, jakby w międzyczasie film o Pawle i Łukaszu pokazuje nam wzory męstwa. I to męstwa - można powiedzieć - obu płci. To męskie męstwo to Paweł, który (sam ubiczowany i pobity) pomaga podnieść się Łukaszowi - dosłownie i duchowo. Natomiast to kobiece męstwo to Pryscylla, która wbrew wszelkiej beznadziei chce pomagać ubogim Rzymianom i Rzymiankom, a miasto Nerona, które musiało przypominać raczej starotestamentowy Babilon, kocha jak wyrodnego syna. Przez moment nawet - wbrew woli męża - chce w tym śmiertelnie niebezpiecznym Rzymie pozostać. Film sugeruje jednak to, co częściowo potwierdza zakończenie II Listu do Tymoteusza. W tym liście św. Paweł prosi o pozdrowienie Pryscylli i Akwili, którzy prawdopodobnie ponownie uciekli z Rzymu do Efezu przed prześladowaniami (2 Tym 4, 19).



Mógłbym powiedzieć, że z filmu płynie - jakże banalne - przesłanie: nie wolno tracić nadziei.l Nie jest to jednak łatwe przesłanie. Myśląc o nim chciałby się z odrobiną pretensji w głosie powiedzieć: "Powtórzcie to Łukaszowi, który widzi palącego się brata. Powiedzcie to uwięzionemu i bitemu Pawłowi. I w końcu, powiedzmy to Pryscylli, która utraci ukochanego wychowanka". Dziś moglibyśmy dopowiedzieć: "Powiedzmy to prześladowanym chrześcijanom z Chin lub duchownym uwięzionym w państwach wyznaniowych, w których panuje fundamentalizm islamski". Pamiętajmy jednak, tak najprościej i z odrobiną wiary, że "gdzie rozpowszechnił się grzech, tam pojawiła się jeszcze obfitsza łaska". (Rz 5, 20).

za: Mateusz Dudek, "Podaj dalej", okazjonalnik akademicki, nr 81, czerwiec, Toruń.